Szara ulica... Moja codzienność. Moje futro, delikatnie kaleczyła mżawka, której chmura wisiała smętnie nad miastem, płacząc małymi łzami... Przechodziłem przez skrzyżowanie, dążąc do parku. Może tam kogoś spotkam... Kiedy byłem już blisko celu, przestało podać. Przeszedłem pod ogrodzeniem i wskoczyłem na pierwszą lepszą ławkę. Wylegiwałem się w słońcu.
Po dość długim odpoczynku, wróciłem do mojej kryjówki. To taka szczelina między budynkami. Położyłem się wygodnie na jakiejś starej poduszce i obserwowałem na zewnątrz. Nagle jakiś kot wszedł do mojego domu. Odruchowo wstałem i przybrałem pozę do ataku.
- Czego chcesz? - syknąłem.
- Oo... - powiedział kot.
- Odpowiesz?!
- Przyszłam tu, bo myślałam, że to jest niezamieszkałe...
- Kolejna głupia... Może najpierw posprawdzać otoczenie? Od razu wpraszać się do kogoś domu...
<Catreen?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz